11.04.2014

8. Problemy z władzą

     Kiedy wyszliśmy na zewnątrz, ogarnęło mnie dziwne przeczucie, że wydarzy się coś złego. Powietrze było bardzo gęste, na niebie zbierały się burzowe chmury, a wiatr wydawał groźne, świszczące pomruki. Wcisnęłam nos w szal i zgarbiłam się lekko. Kacper, jak zwykle z rękoma w kieszeniach, ruchem głowy nakazał mi, żebym ruszyła.
     Zagrzmiało. Spojrzałam w niebo, czując jak kropla deszczu opada mi na policzek. Zadrżałam. 
- Zaczyna padać - powiedziałam cicho, a Kacper wzruszył ramionami.
- Nic nie czuję. 
     Spuściłam wzrok i przyjrzałam się chłopakowi. Widać była to tylko jedna kropelka. Sama. Zupełnie jak ty. Przez cały czas wydawał się nie tylko pogodzony z tym faktem, ale i zadowolony z tego, jak jest.  A jednak... Nie mogłam wyrzucić z myśli tego, co powiedział o swoich rodzicach. Czuł się porzucony. Nieważny. Bezradny. Właśnie dlatego nie chciał nikogo do siebie dopuścić. Bał się. Może to nie niebo płacze, a ja?
   - Gośka? - Z zamyślenia wyrwał mnie znajomy głos. Otrząsnęłam się i spojrzałam w stronę, z której dochodził. Zbliżał się do nas Bartek, w ręku trzymając nieznanej zawartości zawiniątko, które szybko schował do kieszeni
 - Co ty tu robisz? Z nim? - dodał, akcentując dobitnie słowo "on" i mierząc Kacpra nieprzyjemnym spojrzeniem. 
- Sprawy schroniskowe - powiedziałam, unosząc plakaty, które dostałam od Kacpra. Bartek uniósł brwi. Wciąż wydawał się niezbyt zadowolony z mojej obecności w tej dzielnicy. W zasadzie wcale mu się nie dziwiłam. - No a ty? Co tu robisz?
- Załatwiałem towar - powiedział i jakby trochę się rozluźnił, bo kiedy wyciągnął z kieszeni paczuszkę, uśmiechnął się szeroko. - Idziemy do Robaka, wpadniesz? 
- Nie, raczej nie. Jutro mamy klasówkę z fizyki...
- Gośka - Bartek podszedł do mnie i objął mnie ramieniem. Poczułam zapach jego perfum i przyjemnie zakręciło mi się w głowie. - rozluźnisz się, a jak zawalisz jedną klasówkę to nic się przecież nie stanie.
- Sama nie wiem...
- Daj spokój, wszyscy się ucieszą z twojego przyjścia. Kiedy się bawić, jeśli nie teraz? 
    Kacper prychnął, dopiero teraz przypominając nam o swojej obecności. Oboje spojrzeliśmy w jego kierunku. Poczułam, że Bartek drgnął. 
- Chciałeś coś powiedzieć? - rzucił w stronę szatyna, a po mnie przebiegł dreszcz.
- Nie, skąd. - Kacper patrzył na mojego przyjaciela beznamiętnym wzrokiem, lewy kącik ust unosząc do góry w kpiącym uśmiechu. Bartek zabrał rękę z mojego ramienia i powoli zaczął zbliżać się do Kacpra. Czułam, że narasta w nim irytacja. 
- Powiedz. Przecież wszyscy bardzo chcemy wiedzieć, co myśli ktoś taki jak Ty.
    Na moment przestałam oddychać. Przed oczami mignęło mi kilka pojedynczych wspomnień, które, wirując szybko i łącząc się ze sobą, tworzyły zawiłą układankę.  A czego taka dziewczyna jak ty może chcieć od takiego chłopaka jak ja? On nie jest taki jak my! Kacper. Bartek. Kacper. Bartek. Otworzyłam oczy, które pod wpływem nagłego potoku myśli, bezwiednie zacisnęłam. Napięcie między chłopakami zdawało się wciąż narastać.
- Po prostu twoje podejście do życia szczerze mnie bawi.
- Na całe szczęście niespecjalnie obchodzi mnie zdanie zgorzkniałego egocentryka -  mruknął blondyn. Przeniosłam zaniepokojone spojrzenie na Kacpra, który zacisnął ze zdenerwowaniem pięść. - Chodź, Gośka, idziemy.
- Właściwie... - zaczęłam, a mój przyjaciel z niedowierzaniem uniósł brwi. - Nie idę, idź sam. Kacper powiedział, że mnie odprowadzi.
- Jak chcesz. To do jutra. - Zawiedziony Bartek pokręcił smutno głową, jednak wzruszył ramionami i odwrócił się na pięcie. Jedynie na odchodnym rzucił Kacprowi pełne nienawiści spojrzenie.

      Kiedy doszliśmy na przystanek autobusowy, błysnęło. Stanęliśmy pod daszkiem, w ostatniej minucie unikając ulewy, która właśnie się rozpętała.
- Poczekam tu chwilę z Tobą, może przestanie tak lać - powiedział Kacper, wychyliwszy się lekko do przodu i spojrzawszy w niebo. Przytaknęłam i skuliłam się z zimna.
       Nagle mój wzrok powędrował na drugą stronę ulicy. Dwójka chłopaków, którzy wydawali mi się dziwnie znajomi, żywo rozmawiała o czymś z parą policjantów. W pewnym momencie wszyscy spojrzeli w naszym kierunku, a jeden z nich ruchem głowy wskazał na Kacpra. Nawet z daleka można było dostrzec, że jest nieźle poturbowany.
       I wtedy mnie olśniło.
- Kacper - szepnęłam, a on podniósł na mnie pytające spojrzenie. - Czy to nie tamci dresi, z którymi się dzisiaj pobiłeś?
       Chłopak odwrócił się, jednak było już za późno. Policjanci właśnie zmierzali w naszym kierunku. Poczułam jak pomimo zimna, po całym moim ciele przechodzi fala gorąca. Jeden z funkcjonariuszy złapał Kacpra za ramię i zanim ten zdążył zareagować, zacisnął na jego nadgarstku kajdanki i rzucił:
- Jesteś zatrzymany za wszczynanie bójki w miejscu publicznym i dotkliwe pobicie. Przejedziesz się z nami na komisariat, radzę się nie stawiać.
        Kacper nic nie powiedział. Widziałam jak zwinął się z bólu, kiedy mężczyzna zacisnął palce na jego przedramieniu.
- Ale... Nie... - zaczęłam, chcąc zaprotestować, jednak moja próba ratowania Kacpra zakończyła się zakuciem w kajdanki razem z nim. Na ręce poczułam zimny metal, a mój mały palec przelotnie dotknął jego dłoni, wywołując gęsią skórkę na plecach. W duchu ucieszyłam się, że policjanci nie mieli drugiej pary kajdanek. - Za co to?
- Za dyskutowanie z władzą. A teraz do radiowozu - mruknął jeden z mężczyzn i popchnął nas w stronę, zaparkowanego kilka metrów dalej, samochodu. Wcisnęliśmy się na tylne siedzenie, a nasze dłonie nieznacznie się musnęły.
     To musi być jakiś chory żart - pomyślałam.

__________________________________

No więc tak: jeszcze raz chciałam bardzo, ale to BARDZO podziękować wszystkim, którzy czekali. Mam nadzieję, że nie zawiodłam z tym rozdziałem, sama jestem średnio zadowolona, ale teraz mam nadzieję, będzie już tylko lepiej.
I dziękuję za wejścia, bo nawet jak nic się nie pojawiało, wejść było całkiem dużo, a to znaczy, że pamiętacie :) A najbardziej dziękuję za komentarze, bo to one dodają mi skrzydeł.

ENJOY :)
Ah no i oczywiście już się zabieram na spokojnie za wszystkie Wasze blogi, bo mogę przez ten weekend trochę odetchnąć. Przepraszam, przepraszam, przepraszam.
Jesteście wielcy, w s z y s c y!

Wasza,
Ajs